Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie

TEMAT: Fińskie domki, drewniane domki niemieckie

Fińskie domki, drewniane domki niemieckie 2013/06/12 15:12 #129044

Ghost napisał: Zgodnie z założeniami, nowe osiedla robotnicze składały się z domków prostych w konstrukcji i tanich, tak by każda niemiecka rodzina robotnicza mogła sobie pozwolić na jego zakup. W dużej mierze można też było odpracować część kosztów domu np. w pobliskiej kopalni.

Ta idea zakiełkowała już w 1890r. kiedy to młody wtedy Wilhelm II Hohenzoller opracował plan wdrożenia lepszej ochrony pracowników i zdecydowała, że ​​należy zorganizować konferencję w celu omówienia tej kwestii. Zamierzenia te zostały nakreślone w dekrecie królewskim Wilhelma i wysłane do Bismarcka. Ponieważ kością niezgody między dwoma mężczyznami była polityka społeczna Wilhelm zdymisjonował Bismarcka w dniu 18 marca 1890 roku.
Tak o efektach działań Wilhelma napisała Gwiazda Górnośląska z 28-10-1890
Załączniki:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Fińskie domki, drewniane domki niemieckie 2013/06/14 13:23 #129152

W nawiązaniu do artykułu „Architektury drewnianej coraz mniej” kilka słów o technologii ocieplania domków niemieckich. w sposób zapewniający zachowanie ich specyfiki i zabytkowego charakteru.

Domki niemieckie (o czy pisałem we wcześniejszych postach) wykonane są w technologii muru pruskiego, który ma bardzo niską izolacyjność cieplną przegród zewnętrznych. Wysokie zużycie ciepła jest ważnym czynnikiem powodującym, że obiekty takie są nisko-opłacalne w eksploatacji. Problem ten zauważono już w XIXw. i opracowano metodologię ochrony i docieplania ścian budynków, którą dziś możemy zobaczyć w domkach niemieckich na terenie Bytomia. Metodologia ta (nowatorska jak na ówczesne czasy) zakładała obłożenie elewacji domków drewnianym deskowaniem (Holzverkleidung) chroniącym ściany zewnętrze od nadmiernego namakania i innych niekorzystnych warunków atmosferycznych oraz docieplenie ścian od wewnątrz 5-cio cm warstwą supremy (Holzwolle-Leichtbauplatten) tynkowanej gipsem lub wapnem. Takie zabezpieczenie ścian gwarantowało wystarczająca paroprzepuszczalność i podnosiło komfort cieplny mieszkańcom.

Dzisiaj, z uwagi na zabytkowy charakter domków niemieckich, priorytetowe jest zachowanie oryginalnej, charakterystycznej dla tego typu budownictwa elewacji. Sytuacja taka sugeruje zastosowania izolacji termicznej od wewnętrznej strony ścian zewnętrznych. Tego typu rozwiązanie stwarza jednak określone problemy wilgotnościowe, polegające na wykraplaniu wgłębnym dyfundującej przez przegrodę pary wodnej.

Jak wykazały obliczenia, grubość warstwy izolacyjnej ma zasadniczy wpływ na zawilgocenie przegrody, w tym drewnianych ram konstrukcyjnych domków. Tylko niewielka grubość warstwy izolacyjnej (ok. 5cm) nie powoduje przekroczenia krytycznej dla trwałości drewna wilgotności masowej, która wynosi 20%. Problem polega na tym, że spełnienie (choćby częściowe) dzisiejszych wymagań ochrony cieplnej wymaga zastosowania znacznie większych grubości (standardowo 15cm).

Wielkość dyfuzji można zmniejszyć przez zastosowanie paroizolacji po wewnętrznej stronie przegród. Tym samym jednak zostaje ograniczona możliwość wysychania przegrody do wnętrza budynku. Jak wykazały badania, mur pruski w stanie nieocieplonym efektywnie wysycha z wilgoci z zacinającego deszczu. Wobec tego aby częściowo zachować możliwość wysychania ścian również do wnętrza budynku, konieczne jest zastosowanie paroizolacji o ograniczonym oporze dyfuzyjnym (z przedziału 0,5–2 m). Wtedy przegroda w stanach wysokiego zawilgocenia może również wysychać do wnętrza budynku. Najbardziej efektywnym rozwiązaniem jest zastosowanie tzw. wilgotnościowej folii adaptacyjnej (folii inteligentnej), posiadającej zmienny opór dyfuzyjny w zależności od wilgotności otoczenia (np. Dorken DELTA-SD FLEXX).
Problemem natomiast pozostaje konieczność ograniczenia grubości izolacji termicznej ze względu na przemarzanie drewna ram konstrukcyjnych. Zakłada się, że w warunkach klimatycznych Polski grubość ta wynosi maksymalnie 5–6 cm.

Ochrona przed zawilgocenim w przypadku fasady z muru pruskiego polega na maksymalizacji potencjału wysychania. Wobec tego (oraz pozostałych uwag) docieplona ściana w domku niemieckim powinna mieć następująca konstrukcję:
Deskowanie zewnętrzne, mur właściwy, wełna mineralna (5-6cm), folia adaptacyjna, płyta gipsowo-kartonowa. Podczas prac należy zdemontować stare płyty wiórowo-cementowe z uwagi na ich niską paroprzepuszczalność i znacznie gorszą od nowoczesnych materiałów izolację cieplną.

Informacje podano w oparciu o:
Essmann F., 2005. Renowacja energetyczna budynków z muru pruskiego. Stuttgart
Wymagania w zakresie ochrony cieplnej budynków w Polsce
folia inteligentna Delta-SD Flexx

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Fińskie domki, drewniane domki niemieckie 2013/06/17 20:21 #129280

Ostatnio chcąc się dostać skrótowo z łagiewnickiej w okolice parku Mickiewicza skręciłem w ślepą uliczkę Stanisława Żółkiewskiego, gdzie stoi kilka drewnianych, acz zadbanych domków typu (chyba)? niemieckiego. Spokój cisza i sielska atmosfera. :) Jak nie w Bytomiu :ohmy:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Fińskie domki, drewniane domki niemieckie 2014/01/05 22:33 #138423

Temat trochę ucichł ale mam pytanie do domków na ulicy Jodłowej ( boczna Żółkiewskiego) domki są datowane na lata 30 XX wieku a są murowane ( wiec to ani domek fiński ani niemiecki) czy to jakaś hybryda. ulic ma tylko 3 takie wynalazki ? To tyły dawnego ''urzędu Celnego na łagiewnickiej może były to domki pracownicze ?

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Fińskie domki, drewniane domki niemieckie 2015/01/04 23:04 #154048

Ratnik napisał: Zwróciłeś uwagę, że ul. Żółkiewskiego leży na przedłużeniu ul. Kołobrzeskiej?...
Ulica Żółkiewskiego jest również zabudowana domkami drewnianymi; leży po drugiej strony hałdy Rozbarku i dochodzi do ul. Łagiewnickiej. Ciekawe, czy planowano połączyć te dwie ulice.


Co prawda kilka postów wcześniej wyjaśniliśmy sobie tą kwestię, jednak posiłkowałem się wtedy własnoręcznie wykonanymi szkicami.
Teraz jest okazja udowodnić plan połączenia Żółkiewskiego i Kołobrzeskiej.

Fragment mapy Bytomia z sierpnia 1941r.
Jest General Höfer Weg (Żółkiewskiego) jest i Egmont Weg (Kołobrzeska), jest też zaznaczona linią przerywaną droga je łącząca.
Widać też przebieg przedwojennej granicy polsko-niemieckiej, oznaczonej juz na tej mapie jako granica powiatów ...

Załączniki:

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Fińskie domki, drewniane domki niemieckie 2015/01/06 21:25 #154106

ŚLĄSK PLUS / 2 STYCZNIA 2015

Domki fińskie: Tu żyje się wspaniale

KAROL ŚWIERKOT

Budowano je pod koniec lat 40. XX wieku. Miały starczyć na 25 lat. Wiele domków stoi do dziś, i to w dobrym stanie. Jak podkreśla Piotr Wierzbowski, entuzjasta domków fińskich, mogą wytrzymać i 200 lat.

– Ważne, aby impregnować drewno i dobrze wietrzyć fiński domek, to wszystko – zapewnia. Dlatego wzdryga się na widok otynkowantch domków. – Serce mnie boli, kiedy to widzę – dodaje. Podobnego zdania jest Anna Wójcik-Ścierska, która w domku fińskim na osiedlu w Lędzinach się wychowała i pozostaje wierna oryginalnej konstrukcji. – Podczas remontów, widzimy, że te deski są zdrowiusieńkie, białe, żadnego próchna – zaznacza. Dlatego podobnie jak inni mieszkańcy, nie zamieniłaby go na dom murowany. – Wprowadziliśmy się na osiedle, kiedy miałam roczek. To był maj 1949 roku, zabudowana była już ulica Waryńskiego, my wprowadziliśmy się na ul. Lewandowskiej, kolejne zabudowania dopiero wznoszono w kierunku Imielina – wspomina.

Łącznie w Lędzinach postawiono ponad 400 fińskich domków. Ale początki życia na nowym osiedlu nie były łatwe. Zwłaszcza dla mamy pani Ani, Gertrudy Moskwy, która przeprowadziła się na osiedle z Jedliny, kiedy jej mąż dostał przydział na domek jako górnik. – Pierwsza noc była straszna. Było tylko takie pyk, pyk, pyk, to drewno cały czas strzelało. A to były czasy powojenne, więc były w głowie jeszcze tamte czasy – opowiada.

Na dodatek do domków nie zostały doprowadzone jeszcze dojazdy. – Żeby wejść do domu, musieliśmy z Jedliny furmanką ziemi nawieźć, żeby zasypać dół, który był przed domem – tłumaczy. Ale potem już było z górki, bo walory drewnianej konstrukcji szybko pani Gertruda doceniła. W jej domu do dzisiaj nie ma centralnego ogrzewania, bo nigdy nie było potrzebne.

Życie przy kuchni
– Tu wystarczy w kuchni piecyk zapalić i zaraz jest ciepło – mówi Anna Wójcik-Ścierska. Pani Gertruda nawet w kachlowym piecu w dużym pokoju pali tylko jak są duże mrozy. Choć dawniej było inaczej. Piec stał w kuchni, w której toczyło się życie rodzinne, więc musiał być ciepły. – Po prawej stronie był mały ausgus (zlew), dalej był piec. Po środku stał stół jadalny, pod ścianą mniejszy do odrabiania lekcji, no i łóżko z forchangami, pod które chowało się buty. To kuchnia była sercem domu – zaznacza pani Ania.
Pozostała część domu nie była ogrzewana. W dwóch maleńkich sypialniach, spędzało się tylko noc. – Jedna była dla dzieci, w niektórych domach w jednym łóżku spała ich nawet szóstka, druga sypialnia była dla rodziców – wspomina pani Anna. Największą niedogodnością w pierwszych domkach był natomiast brak łazienki. – Bieżąca woda leciała tylko z kranu w kuchni. Toaleta była sucha. Dlatego na kąpiel ze strychu znosiło się taką dużą wanienkę, każdy miał taką w domu, napuszczało się wody i się w niej kąpaliśmy, od najstarszego do najmłodszego – wspomina Gertruda Moskwa.

Na większą kąpiel i pranie mieszkańcy domków chodzili do łaźni, ta została wybudowana wraz z pozostałą infrastrukturą na powstającym osiedlu domków fińskich w Lędzinach. – Chodziliśmy tam raz w tygodniu. Wcześniej trzeba było sobie zamówić miejsce – mówi Gertruda Moskwa. – Było kilka stanowisk do prania, oczywiście bez pralek. Były tylko takie romple i kotły do gotowania. Obok stał cały rząd kabin prysznicowych. Wanna była jedna, ale mało kto z niej korzystał. No i była fińska sauna, po praniu czy kąpieli, chodziliśmy sobie do niej posiedzieć – opowiada. – Tak że my z sauny korzystaliśmy od dziecka – dodaje pani Ania. – Cała łaźnia to było takie miejsce integracji społecznej.

Zderzenie kultur
Domki fińskie stały się panaceum na problemy mieszkaniowe na powojennym Śląsku, gdzie do pracy w kopalniach ściągali nowi osadnicy. Nim nastała epoka wielkiej płyty, proste i szybkie w budowie domki zdominowały krajobraz, m.in. Klimontowa w Sosnowcu, Hołdunowa w Lędzinach czy Miechowic w Bytomiu. Tam do dziś zachowały się ich największe skupiska. Jak wspomina Anna Wójcik-Ścierska, były to małe miasteczka w środku miast. A na jednym osiedlu często obok siebie mieszkali autochtoni, Niemcy, osadnicy ze wschodu, katolicy i ewangelicy, większość pracowała śląskich w kopalniach. Małe drewniane domki, poskładane z gotowych segmentów stawały jeden obok drugiego. Nowe osiedla musiały być samowystarczalne. Dlatego wraz z kolejnymi domkami, oprócz łaźni wybudowany został budynek administracji, osiedlowa świetlica, sklep wielobranżowy oraz radiowęzeł. – Nazywaliśmy to kołchoźnik, w każdym domku był odbiornik. Radio nadawało przez cały dzień. Było dużo muzyki, informacje i te krajowe, jak i osiedlowe. Jak komuś gęś się zgubiła to w radiu podali – wspomina pani Gertruda.

Bo "na domkach" niemal każdy hodował zwierzęta. – W piwnicy trzymało się kury, gęsi, barany, kozy, czasem nawet krowy. Pamiętam, że ktoś miał nawet konia – opowiada Anna Wójcik-Ścierska. Pani Gertruda w kuchni trzymała małego prosiaczka. – Lotoł po izbie, choby kot – śmieje się.

Ale ze zwierzętami nie było problemu, bo do każdego domku przynależał ogródek. Tutaj można było wypasać gęsi, ale też uprawiać grządkę. Większość pożywienia mieszkańcy wytwarzali sami. – Wiadomo, że w sklepach dużego wyboru nie było, dlatego każdy na strychu trzymał jakieś wędliny, mięso, wszystko robione ze zwierząt własnego chowu – tłumaczy pani Ania.
Poza tym gęsi można było wypasać w okolicy licznych stawów, które otaczały lędzińskie osiedle domków. Tym najczęściej zajmowały się dzieci. A żeby gęsi się między sobą nie wymieszały, każdy gospodarz miał swój kolor stada. – Gęsiom malowało się głowy, albo skrzydła, żeby można było poznać, czyja jest czyja – mówi Wójcik-Ścierska. Kiedy gęsi się wypasały, dzieci mogły popływać w stawie. – Był taki zwyczaj, że zawsze najstarszy z rodzeństwa zabierał młodsze, i tak z każdego domku, więc tych dzieci było naprawdę dużo – podkreśla.

Domek można było pomylić
Jak wspominają mieszkańcy osiedla domków fińskich w Lędzinach, tutaj zawsze było wesoło, a ludzie towarzyscy. – Społeczność umiała ze sobą współżyć, nie było większych konfliktów, mimo różnorodności, no chyba że blokorze przyszli – śmieje się pani Ania. – Było inaczej niż dziś, ludzie nie zamykali się w domach. Niedziela to był czas odwiedzin – dodaje.
Mężczyźni spotykali się na świetlicy, kobiety w łaźni. – W świetlicy mogli sobie pograć w karty, pogadać – opowiada pani Gertruda. – Z czasem wszyscy dobrze się znali, mimo że trafili tu jako obcy ludzie - dodaje.

Na osiedlu, które się rozrastało, wszystkie domki były niemal takie same, więc jak wspomina pani Gertruda Moskwa, pomyłki się zdarzały. – Nie było jeszcze płotów ani numerów na domach, jak szedł jakiś chłop z roboty, zachodził do domku i pukał, żeby otworzyć, to krzyczałam, ale tu Moskwa mieszka, no i szedł dalej. Bo domki też były w jednakowym kolorze.

Proste rozwiązanie na trudny czas
Osiedla domków fińskich wyróżniają się nie tylko charakterystyczną architekturą, ale też czarnym kolorem. Jak podkreśla Piotr Wierzbowski, z firmy Fdpl, która buduje domki fińskie, nie wynikało to z zamyślonego projektu, a po prostu z deficytu farb.
– Jeśli pojedziemy do Finlandii, to zobaczymy, że te domki są w bajecznych kolorach, niebieskie, czerwone, białe. U nas są w kolorze czarnym, bo nie było kolorowych farb. Drewno impregnowano olejem silnikowym, stąd czarna barwa – tłumaczy.
Sama konstrukcja domku i dzisiaj jest dużo prostsza od domu murowanego. I budowane współcześnie domy nie różnią się od tych sprzed 60 lat. – Mamy ścianę z desek, najczęściej z sosny albo świerku, następnie wkładana jest wełna skalna, i to jest różnica, bo dawniej były to wióry, i mamy kolejną warstwę desek – analizuje Wierzbowski. Wewnętrzna część segmentu jest dodatkowo pokrywana warstwą papieru, którą można pomalować.

Ale chociaż technika się nie zmieniła, to architektura już tak. – Tamte projekty opierały się na kwadratowym parterze i belce oczepowej, na której oparty był dach. Nie była to finezyjna konstrukcja – zauważa Wierzbowski. – Dziś buduje się obiekty o większej powierzchni i różnym kształcie. W Finlandii mamy jedenastopiętrowy wieżowiec o konstrukcji domku fińskiego, hale, magazyny.
Ale w latach 40. XX wieku niepotrzebne były konstrukcje finezyjne, ale praktyczne. W dodatku domy fińskie przyszły do nas nie bez powodu ekonomicznego. Bo domki do Polski trafiły na dwa sposoby. – Pierwszy to był zakup bezpośredni u Finów, drugi natomiast, to wymiana handlowa z ZSRR, który domki otrzymał z Finlandii w ramach reparacji wojennych, a do Polski trafiły w zamian za węgiel – tłumaczy.

Dlatego osiedla po wojnie powstawały nie tylko na Śląsku, ale też na Pomorzu i w zrujnowanej Warszawie, gdzie popyt na mieszkania był równie duży, co na Śląsku. – W całej Polsce wybudowano około 4,5 tys. domów fińskich – szacuje Wierzbowski. Ich największym atutem jest niska pojemność cieplna. – Czyli szybko się nagrzewają, ale jednocześnie łatwo je wychłodzić. Są też ekologiczne, bo Finowie stosują tylko impregnaty, kleje itd. ekologiczne – dodaje.

Dziś domki mają ponad 60 lat i choć planowano je na 25, nic nie wskazuje na to, aby miały się zawalić. – Są to domy trwałe, ale w miastach zajmowały sporo miejsca. Blok z płyty zajmuje go znacznie mniej, dlatego myślę, że to określenie tyczyło się raczej tego, że te domy planowano wyburzyć i postawić w ich miejsce blokowiska – spekuluje Wierzbowski.
Ale po 25 latach nikt o wyburzaniu naszych osiedli nie myślał. – Nikt do nas nie przyszedł z informacją, że coś chcą wyburzać. Nawet takiego tematu nigdy nie było – zapewnia Gertruda Moskwa. Zresztą nowi osadnicy tak się w nich zadomowili, że wyprowadzką nie byli zainteresowani.

– Ja się urodziłam w domku fińskim, potem przeprowadziłam się do domu murowanego, teraz znów mieszkam w domu fińskim, i powiem, że jest to najwspanialszy dom na świecie – zaznacza Anna Wójcik-Ścierska. – Nic nie zastąpi wyszorowanej ciepłej drewnianej podłogi, którą kładziono w domkach – kończy. Dlatego domki jeszcze u nas postoją pewnie kolejne 60 lat.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Fińskie domki, drewniane domki niemieckie 2019/03/29 09:25 #184128

Ostatnio pojawił się ciekawy artykuł w temacie dotyczący KOLONII FIŃSKICH DOMKÓW WE WRZESZCZU.

Osiedle 85 drewnianych domów jedno- i dwurodzinnych, położone we Wrzeszczu między ul. Chrobrego a al. Hallera, powstało na niezabudowanym wcześniej terenie; oddane do użytku 9 V 1948 roku (w rocznicę zakończenia II wojny światowej, co miało wymiar propagandowy), przeznaczone dla robotników Działu Przeładunków Morskich Centrali Zbytu Produktów Przemysłu Węglowego. Była to pierwsza w Polsce kolonia tego typu, mająca na celu złagodzenie powojennego głodu mieszkaniowego. Trzypoziomowe domy pokryte dwuspadowym dachem, stawiane z gotowych prefabrykatów (szkielety konstrukcyjne od parteru do dachu wraz z kompletną stolarką) zakupionych w Finlandii w zamian za węgiel, pierwotnie na nieuzbrojonym terenie (bez kanalizacji); pozostałe elementy (mury piwniczne, fundamentowe, kominowe, pokrycia dachów, okna, piece, instalacje elektryczne) wytwarzane w Polsce; ogrzewane piecami kaflowymi; od podwórza ogródek. 27 III 1950 roku ulicom osiedla nadano nazwy związane z przemysłem węglowym (Górnicza, Koksowa – obecnie nie istnieje, Kopalniana) lub działalnością portu (Dźwigowa); upamiętniono także „pierwszego polskiego przodownika pracy”, górnika Wincentego Pstrowskiego (zm. 18 IV 1948). Osiedle obliczono na trzydziestoletnią eksploatację, stoi jednak do dziś zachowane w dobrym stanie mimo częściowej utraty pierwotnego charakteru i kształtu w wyniku przeprowadzanych indywidualnie prac remontowo-modernizacyjnych.

Jak wynika z artykułu, za 4000 domków dla robotników przemysłu węglowego, zapłacono węglem o równowartości 8 milionów ówczesnych dolarów (2/3 wartości transakcji barterowej). Trudno wyliczyć dzisiejszą cenę pojedynczego domku, biorąc pod uwagę siłę nabywczą dolara w latach 1947-1950 oraz cenę tony węgla w porównaniu do dzisiejszej. Najważniejszy wydaje się jednak fakt, że za węgiel m.in. z bytomskich kopalń, postawiono osiedla dla pracowników Działu Przeładunków Morskich we Wrzeszczu.

Czytaj więcej na:
historia.trojmiasto.pl/Finskie-domki-czy...-morzem-n131012.html







Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Moderatorzy: olowpbFantusGhost