Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1

TEMAT: Miasto dialogu.

Miasto dialogu. 2016/04/03 00:34 #165411

Z zazdrością patrzę na wiele miast, w których włodarze rozumieją, jaki potencjał drzemie w dialogu z mieszkańcami. Sopot, Łódź, Gdańsk, Katowice… to najgłośniejsze przypadki. Sopot był pierwszym miastem w Polsce, w którym wprowadzono budżet obywatelski. Łódź w ostatnich latach jest niekwestionowanym liderem z jednymi z najlepszych rozwiązań w zakresie konsultacji społecznych, również tych dotyczących rewitalizacji, to również bodaj pierwsze miasto, które na budżet obywatelski przeznaczyło 20 milionów złotych. Gdańsk od lat przy okazji projektów obywatelskich kładzie nacisk na edukację i przybliżanie gdańszczanom, co gdzie i jak. Katowice po zmianie władzy w 2014 roku mocno otwarły się na dialog ze swoimi mieszkańcami. Tramwaj do południowych dzielnic czy budżet obywatelski na poziomie 22 milionów złotych to dobre przykłady.

Często przy dyskusji o radach dzielnic czy budżecie obywatelskim słychać argument, że po to wybiera się prezydenta i radnych (i im za to płaci) żeby rządzili i po co pytać mieszkańców o zdanie. To moim zdaniem bardzo płytkie i krótkowzroczne podejście.

Podobnie jak „odbębnianie” tych tematów jak ma to miejsce w Bytomiu. Dlaczego odbębnianie? Dlatego, że do rzeczywistych konsultacji i wykorzystania potencjału mieszkańców potrzeba przede wszystkim woli, ponadto uznania, że nie wie się wszystkiego najlepiej i że wśród mieszkańców jest wiele osób, które warto zapytać o zdanie.
Bytomska Inicjatywa (podobno)Społeczna wielokrotnie już udowadniała, że zadowala ją „odbębnianie”. Ostatni raz na wtorkowej sesji Rady Miejskiej. Do przesłanego przez prezydenta Bartylę projektu uchwały o konsultacjach społecznych wniesiono sporo uwag. Wszystkie zostały jednak odrzucone. Głównie z powodów formalnych a nie merytorycznych. Zwracał na to uwagę zabierając głos na sesji przewodniczący Rady Bytomskich Organizacji Pozarządowych pan Jacek Manicki. Uchwała jest nieprecyzyjna i jest wydmuszką, bo konsultacje inicjować mogą jedynie organy powoływane i współ-powoływane przez prezydenta. To pokazuje jak bardzo BIS nie lubi albo boi się oddolnych inicjatyw. Niestety BIS go zwyczajnie olał. Podobnie jak zgłoszone przez nas, radnych, poprawki.

Podobnie sprawa ma się z innymi tematami jak Bytomska Rada Pożytku Publicznego, która ma być „pomostem” pomiędzy organizacjami pozarządowymi a władzami miasta. Kuriozum tego ciała polega na tym, że spośród 10 członków 5 powołuje prezydent i jego większość w radzie a 5 jako przedstawicieli NGO-sów wybiera i powołuje… też prezydent. Oczywiście wybór nieprzypadkowy.

To dzieje się pomimo tego, że od kilkunastu lat działa Rada Bytomskich Organizacji Pozarządowych, całkowicie oddolne forum NGO-sów, z którym zresztą UM współpracuje np. przy nagrodzie Anioł Wolontariatu czy Dniach Organizacji Pozarządowych. Za czasów BIS trwa nieustanna próba marginalizacji tej oddolnej inicjatywy i zastąpienia ich „swoją”

Na wspomnianej sesji jedynie radna BIS, Bożena Mientus, zadeklarowała, że ten twór z tym sposobem powoływania jej się nie podoba i zapowiedziała zmiany. Bierzemy to za dobrą monetę i żałujemy, że nie była radną, kiedy w poprzedniej kadencji BIS przy naszym sprzeciwie, odrzucając wszystkie poprawki, uchwalał tą wydmuszkę.

Podobnie sprawa ma się z Budżetem Obywatelskim. Jestem, pewien, że gdybyśmy, jako opozycja, nie wyszli, jako pierwsi z tym tematem, to do dziś by w Bytomiu nie zaistniał (podobnie jak Rada Seniorów – niestety również w całości powoływana przez prezydenta). Abstrahując od relatywnie niskiej kwoty, tylko 2 milionów (my proponowaliśmy 7,5 miliona) to sama idea budżetu obywatelskiego jest tu wypaczona. Jest to raczej plebiscyt a nie rzeczywiste konsultacje z mieszkańcami. Co roku zgłaszamy pakiet poprawek, które są w całości odrzucane. Proponujemy w nich przeprowadzenie rzeczywistych konsultacji i warsztatów w poszczególnych dzielnicach, podczas których urzędnicy pracowaliby nad zgłoszonymi wnioskami razem z autorami wniosków i lokalnymi społecznościami. Tak jak odbywa się to w miastach, które cenią sobie zdanie mieszkańców. Intencje BISu pokazuje również brak promocji, BO poza pierwszą edycją, co oczywiście przekłada się na coraz mniejszą liczbę wniosków. Kuriozalne jest również całkowite zapominanie o autorach projektów zaraz po tym jak je zgłoszą. Nie są oni ani powiadamiani o wyborze wykonawcy, terminie robót, zakończeniu robót czy zapraszani do odbioru. Ba, nawet na otwarcie nie są zapraszani, bo otwiera te inwestycje prezydent razem ze swoją świtą i urzędowym fotografem. Odbębnione. Niestety nie na tym rzecz polega a przypadki, zmiany projektów czy ich łączenia bez zgody i wiedzy wnioskodawców mogą skutecznie zniechęcać bytomian do aktywności. A szkoda. Jest wiele przykładów naprawę fachowego przygotowania projektów jak na przykład przebudowy ulicy Mickiewicza. Chapeau bas!

Pokazem intencji BIS-u było również wypaczenie idei Inicjatywy Uchwałodawczej. Wprowadzenie zaporowego progu kilkunastu tysięcy osób popierających to kuriozum na skalę ogólnopolską. Kiedy w kolejnej kadencji daliśmy BISowi szansę na powrót do rozsądku i przygotowaliśmy uchwałę obniżającą ten próg, jak można się domyśleć, trafiła do kosza. To wszystko przy braku reakcji na sesji prezydenta Bartyli, który w kampanii deklarował słuchanie głosu bytomian.
Kolejną zaprzepaszczoną szansą jest Młodzieżowa Rada Miejska powołana z mojej inicjatywy w 2007 roku. Po co BISowi słuchać przedstawicieli młodego pokolenia. Tu już nawet nie ma odbębniania.

Na koniec wyjątkowo gorzka wiśnia na torcie antyspołecznych działań BIS i prezydenta Bartyli – Rady Dzielnic. Funkcjonują z powodzeniem w wielu miastach Polski od Gdańska po Gliwice. W Bytomiu mieliśmy jedną i zgłoszone wnioski, poparte podpisami mieszkańców, o utworzenie kolejnych. Rada Dzielnicy Miechowice była bardzo aktywna i przeprowadziła wiele udanych przedsięwzięć. Niektóre trwają do dziś. Był nawet list gratulacyjny od posła Szaramy. Nie uchroniło to Rady Dzielnicy przed likwidacją. Wszystko po to by zdusić oddolny entuzjazm ludzi i ograniczyć sobie konieczność konsultacji. Bo po co słuchać ludzi.

O uciekaniu z sesji i niedopuszczaniu bytomian do głosu na sesji przez radnych BIS - napiszę przy innej okazji.

Pozostaje mieć nadzieję, że następne władze Bytomia będą chciały słuchać ludzi i prosić ich o opinie, że konsultacji społecznych nie trzeba będzie szukać w BIP-ie albo schowanych zakamarkach strony internetowej miasta, że Bytom będzie miastem dialogu pomiędzy władzami miasta i mieszkańcami bo to procentuje zarówno po stronie decyzji władz jak i identyfikacji i dbania o miasto przez samych mieszkańców.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

  • Strona:
  • 1


bytomski logo pelen kolor beta



najpopularniejszy serwis internetowy w mieście, posiadający największe forum dyskusyjne, a także kalendarium imprez, ogłoszenia drobne i wiele innych.